Pyłem księżycowym Pyłem księżycowym być na twoich stopach wiatrem przy twej wstążce mlekiem w twoim kubku papierosem w ustach ścieżką pośród chabrów ławką gdzie spoczywasz książką którą czytasz Przeszyć cię jak nitka otoczyć jak przestwór być porami roku dla twych drogich oczu i ogniem w kominku i dachem co chroni przed deszczem Już kocham cię tyle lat Już kocham cię tyle lat na przemian w mroku i w śpiewie może to już jest osiem lat a może dziewięć nie wiem; splątało się zmierzchło gdzie ty a gdzie ja już nie wiem i myślę w pół drogi że tyś jest rewolta i klęska i mgła a ja to twe rzęsy i loki List jeńca Kochanie moje kochanie dobranoc już jesteś senna i widzę twój cień na ścianie i noc jest taka wiosenna ! Jedyna moja na świecie jakże wysławię Twe imię Ty jesteś mi wodą w lecie i rękawicą w zimie; Tyś szczęście moje wiosenne zimowe latowe jesienne lecz powiedz mi na dobranoc wyszeptaj przez usta senne: za cóż to taka zapłata ten raj przy Tobie tak błogi Ty jesteś światłem świata i pieśnią mojej drogi Stalag Altengrabow Rozmowa liryczna Powiedz mi jak mnie kochasz Powiem Więc Kocham cię w słońcu I przy blasku świec Kocham cię w kapeluszu i w berecie W wielkim wietrze na szosie i na koncercie W bzach i w brzozach i w malinach i w klonach I gdy śpisz I gdy pracujesz skupiona I gdy jajko roztłukujesz ładnie nawet wtedy gdy ci łyżka spadnie W taksówce I w samochodzie Bez wyjątku I na końcu I na początku I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz W niebezpieczeństwie I na karuzeli W morzu W górach W kaloszach I boso Dzisiaj Wczoraj I jutro Dniem i nocą I wiosną kiedy jaskółka przylata A latem jak mnie kochasz Jak treść lata A jesienią gdy chmurki i humorki Nawet wtedy gdy gubisz parasolki A gdy zima posrebrzy ramy okien Zimą kocham cię jak wesoły ogień Blisko przy twoim sercu Koło niego A za oknami śnieg Wrony na śniegu Prośba o wyspy szczęśliwe A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej zacałuj ty mnie ukołysz i uśpij snem muzykalnym zasyp otumań we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu Pokaż mi wody ogromne i wody ciche rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych dużo motyli mi pokaż serca motyli przybliż i przytul myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością Miła moja Prawda: na auto nie stać nas miła moja Lecz spójrz: tylko się durnie spieszą ileż dostojniej chodzić pieszo miła moja Na Londyn także brak funduszów miła moja Lecz po co Londyn Londyn nora: W Paris Soir czytałem wczoraj że markiz Q to jest baronet psim makaronem otruł żonę Jasna cholera z takim Londynem miła moja ! Na kawior z Kremla na jesiotra również nie mamy miła moja Lecz na cóż Kreml gdy mam twoje biodra biodra są złote a noc modra A jeszcze mamy lampkę wina i konto w niebie u serafina Więc gwiżdż na auto Kreml i Londyn miła moja Bal u Salomona Jeśli to wszystko piszę moja maleńka żono złoty maleńki boże mój to przecież wiesz że są nam potrzebne pieniądze i że mąż musi krzyczeć ażeby był szczęśliwy i że chciałby pomóc milionom i że chciałby się nad innych wywyższyć i że jeszcze ma takie sprawy na sercu które muszą być wypowiedziane wydarte i skonstruowane i szumiące jak drzewo jak podróż do Taorminy A jeśli to nie ta noc o której marzę od lat te słowa zwracam do ciebie Książę Nonsensu to powiedz od razu po prostu nie będziemy oceanów owijać w bawełnę Wsparty na Watermanie jak pielgrzym odejdę w otchłanie absolutnego zwątpienia gdzie nie rośnie nic i nic się nie zmienia Nad lustrem się kręcę na małych skrzydełkach jak kapłan karzełek u swego ołtarza; ołtarz mnie przeraża wzrok mój mnie przeraża muszę być po prostu chory bo mam dużo wódki w sercu Bardzo się dziwię że pani nie widziałem aż przez 14 księżyców A co pan robił przez te 14 księżyców Jak to co robiłem Płakałem Trochę w dolarach robiłem Madame trochę w nostalgii i smutku Ach jestem taki blady taki sam ach pogłaskaj mnie po cichutku Jak biblia co się jak ryba gastrycznie przypomina jak garbata dziewczyna w cieniu pianina jak krótkie spięcie co się ustawicznie powtarza jak nuda w poczekalni lekarza jak idiosynkrazja w dzień a w nocy mania jak hipopotama dypsomania i jak te jodły na gór szczycie takie jest moje życie Piosenka Moja mała bardzo lubi rosół moja smagła moja smukła Gdy je rosół to ja jestem wesół bo to szczęście gdy jest rosół i bułka W oberży dla bezrobotnej inteligencji pod afiszem Ligi Morskiej i Rzecznej moja mała ma miejsce bezpieczne dużą łyżkę trzyma w małej ręce Tuż w szachy grają dwa biedne diabły śnieg śnieg po Wilnie hula Kreślę na dłoni smukłej i smagłej drogę dla bajki o Trzech Królach O naszym gospodarstwie FRASZKA O zielony Konstanty o srebrna Natalio ! Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią; wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabardą broda siwa lecz dobrze splamiona musztardą widać podjadł a wyście przejedli i fanty o Natalio zielona o srebrny Konstanty Zaczarowana dorożka Natalii która jest latarnią zaczarowanej dorożki I Allegro Zapytajcie Artura daję słowo: nie kłamię ale było jak ulał sześć słów w tym telegramie: ZACZAROWANA DOROŻKA ZACZAROWANY DOROŻKARZ ZACZAROWANY KOŃ Cóż według Ben Alego czarnomistrza Krakowa to nie jest nic takiego dorożkę zaczarować dosyć fiakrowi w oczy błysnąć specjalną broszką i jużeś zauroczył dorożkarza z dorożką ale koń nie Więc dzwonię: Serwus to pan Ben Ali Czy to możliwe z koniem Nie pana nabujali Zadrżałem Druga w nocy Pocztylion stał jak pika I urosły mi włosy do samego świecznika: ZACZAROWANA DOROŻKA ZACZAROWANY DOROŻKARZ ZACZAROWANY KOŃ Niedobrze Serce Głowa W dodatku przez firankę: srebrne dachy Krakowa jak secundum Joannem niżej gwiazdy i liście takie duże i małe A może rzeczywiście zgodziłem zapomniałem Może chciałem za miasto Człowiek pragnie podróży Dryndziarz czekał i zasnął sen mu wąsy wydłużył i go zaczarowali wiatr i noc i Ben Ali ZACZAROWANY DOROŻKARZ ZACZAROWANA DOROŻKA ZACZAROWANY KOŃ Allegro sostenuto Z ulicy Wenecja do Sukiennic prowadził mnie Artur i Ronard a to nie takie proste gdy jest tyle kamienic i gdy noc zielono szalona bo trzeba proszę państwa przez cały nocny Kraków Allegretto Nocne WYPYCHANIE PTAKÓW nocne KURSY STENOGRAFII nocny TEATR KRÓL SZLARAFII nocne GORSETY KOLUMBIA nocy TRAMWAJ nocna TRUMNA nocny FRYZJER nocny RZEŹNIK nocny chór męski CZEŚĆ PIEŚNI nocne SERY nocne MLEKO nocne TAŃCE WIECZYSTEGO nocne DZIŚ PARÓWKI Z CHRZANEM nocne TOWARY MIESZANE nocna strzałka: PRZY KOŚCIELE! Nocny szyld: TYBERIUSZ TROTZ słowem nocni przyjaciele wieczny wiatr i wieczna noc Allegro ma non troppo Przystanęliśmy pod domem Pod Murzynami eech dużo bym dał za ten dom i nagle: patrzcie: tak jak było w telegramie: przed samymi uważacie Sukiennicami: ZACZAROWANA DOROŻKA ZACZAROWANY DOROŻKARZ ZACZAROWANY KOŃ Z wieży Mariackiej światłem prószy A koń wyobraźcie sobie miał autentyczne uszy V Allegro cantabile Grzywa mu się i ogon bielą wiatr dmucha w grzywę i w biały welon Do ślubu w dryndzie jedzie dziewczyna a przy dziewczynie siedzi marynarz Marynarz łajdak zdradził dziewczynę myślał: Na morze sobie popłynę Lecz go wieloryb zjadł na głębinie Ona umarła potem z miłości z owej tęsknoty i samotności Ale że miłość to wielka siła miłość po śmierci ich połączyła Teraz dorożką zaczarowaną jedzie pan młody z tą młodą panną za miasto gdzie jest stara kaplica i tam jak w ślicznej starej piosence wiąże im stułą stęsknione ręce ksiądz co podobny jest od księżyca Noc szumi Grucha kochany z kochaną ale niestety co rano przez barokową bramę pełną sznerklów i wzorów wszystko znika na amen in saecula saeculorum: ZACZAROWANA DOROŻKA ZACZAROWANY DOROŻKARZ ZACZAROWANY KOŃ Allegro furioso alla polacca Ale w knajpie dorożkarskiej róg Kpiarskiej i Kominiarskiej idzie walc Zalany Słoń; ogórki w słojach się kiszą wąsy nad kuflami wiszą bo w tych kuflach miła woń I przemawia mistrz Onoszko: Póki dorożka dorożką a koń koniem dyszel dyszlem póki woda płynie w Wiśle jak tutaj wszyscy jesteście zawsze będzie w każdym mieście zawsze będzie choćby jedna choćby nie wiem jaka biedna: ZACZAROWANA DOROŻKA ZACZAROWANY DOROŻKARZ ZACZAROWANY KOŃ Spotkanie z matką Ona mi pierwsza pokazała księżyc i pierwszy śnieg na świerkach i pierwszy deszcz Byłem wtedy mały jak muszelka a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne Noc Dopala się nafta w lampce Lamentuje nad uchem komar Może to ty matko na niebie jesteś tymi gwiazdami kilkoma Albo na jeziorze żaglem białym Albo falą w brzegi pochyłe Może twoje dłonie posypały mój manuskrypt gwiaździstym pyłem A możeś jest południowa godzina mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach od włosów Czy to nie twoja * Listki drżeć zaczynają ptaki w ton uderzają słońce wschodzi nad knieję serce jak śnieg topnieje Listkom rosnąć opadać ptakom też wiecznie nie żyć słońcu wschodzić zachodzić sercu gwiazdy i skrzypce Lato w lesie Ciemność zielona w świerkach Szałwia Zajęczy szczaw Niebo obłoki zdejmuje Ptak zerka Trzmiele brzęczą wśród traw Motyle żółte i białe jak latające listy Cisza i światło A tam dalej i dalej za tym pagórkiem piaszczystym też jest lato Leśniczówka Pranie Wizyta Proszę proszę rozgość się serdeczny rozejrz się dokładnie po wszystkim; to jest czajnik prawda jaki śmieszny z gwizdkiem To mruczenie Powiem ci w sekrecie: jest mruczeniem kota Salomona A ta pani zamyślona z kwiatami to moja żona Serwus madonna Niechaj tam inni księgi piszą Nawet niechaj im sława dźwięczy jak wieża studzwonna ja ksiąg pisać nie umiem a nie dbam o sławę serwus madonna Przecie nie dla mnie spokój ksiąg lśniących wysoko i wiosna też nie dla mnie słońce i ruń wonna tylko noc noc deszczowa i wiatr i alkohol serwus madonna Byli inni przede mną Przyjdą inni po mnie albowiem życie wiekuiste a śmierć płonna Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie serwus madonna To ty jesteś przybrana w złociste kaczeńce kwiaty mego dzieciństwa ty cicha i wonna że rosa brud obmyje z rąk splatam ci wieńce serwus madonna Nie gardź wiankiem poety łotra i łobuza znają mnie redaktorzy zna policja konna a ty jesteś matka moja kochanka i muza serwus madonna Pieśni Gdy próg domu przestępujesz to tak jakby noc sierpniowa zaszumiała wśród listowia a ty przodem postępujesz A za tobą cienie ptasie szczygieł gil i inne ptaki Świecisz światłem wielorakim od sierpniowej nocy jaśniej Bo ty jesteś ornamentem w gmachu nocy jej księżycem Przesypujesz światła w ręku z namaszczeniem jak pszenicę U twych ramion płaszcz powisa krzykliwy z leśnego ptactwa długi przez cały korytarz przez podwórze aż gdzie gwiazda Venus A tyś lot i górność chmur blask wody i kamienia Chciałbym oczu twoich chmurność ocalić od zapomnienia Pochylony na mym stołem we wschodzącej zorzy łunie ręce twoje opisuję serce twoje opisuję; smak twych ust jak morwa cierpki i głosu pochmurną słodycz i uszy twe jak wysepki które z dala widział Odys Ten obłok jest twoją twarzą ten horyzont ta akacja Pióro maczam w kałamarzu i litery wyprowadzam Niech staną rządek przy rządku jak ptaki złote i modre by z najprawdziwszego wątku powstał najprawdziwszy portret Minął dzień Wciąż prędzej prędzej szybuje czas bez wytchnienia A ja chciałbym twoje ręce Ocalić od zapomnienia Ile razem dróg przebytych Ile ścieżek przedeptanych Ile deszczów ile śniegów wiszących nad latarniami Ile listów ile rozstań ciężkich godzin w miastach wielu I znów upór żeby powstać i znów iść i dojść do celu Ile w trudzie nieustannym wspólnych zmartwień wspólnych dążeń Ile chlebów rozkrajanych Pocałunków Schodów Książek Ile lat nad strof tworzeniem Ile krzyku w poematy Ile chwil przy Beethovenie Przy Corellim Przy Scarlattim Twe oczy jak piękne świece a w sercu źródło promienia Więc ja chciałbym twoje serce ocalić od zapomnienia Dziwni letnicy Już tamci się rozjechali a czemu oni zostali i tak się ciągle trzymają za ręce Jeszcze oboje tacy młodzi ale ona smutna i on smutny chodzi jakby tu mieli nie wrócić więcej Ona już sobie ust nie maluje on pisze listy i płacze; wieczorem snują się koło domu gryzą ich jakieś rozpacze A przyjechali tacy szczęśliwi on rano łowił ryby ona czytała i nagle jakby ktoś im życie pokrzywił w sercach siejąc trwogę i hałas Teraz wzdłuż ścian pełnych miniatur błądzą obcy całemu światu o czemu nie wracają gdy im urlop minął On czasem przed nią klęknie na kolanach Jakby chciał jej powiedzieć: Przebacz mi kochana ale milczy i łzy mu płyną Powiedziała wczoraj ciotka ta wysoka że się pewnie przestali kochać spójrzcie ! schodzą ku jezioru z pochyłości Jeśli diabeł im to zrobił na złość Ty im Boże serca znowu zazłoć bo jakże dzisiaj żyć bez miłości Podróż do Arabii Szczęśliwej Pąsowe wstążki wiatr rozwiał przelotny i niebo jest gwiazd pełen jak Afryka ptaków konie noga za nogą koła jako-tako a woźnica pijany i bardzo samotny Kareta to muzyka to pudło muzyki noc naokół karety to jest szczęścia dużo; zaraz księżyc przeleci wielką srebrną burzą i w rowach zakołują świetliki ogniki Jadą w karecie piękni ramiona oparli Na poduszkach pachnących o nocy jedyna Śpiewa szafir i droga i każda godzina A oni nic nie wiedzą bo oni umarli Długom błądził i szukał Długom błądził i szukał świat mnie zalewał jak woda pełen stworów dziwacznych niksów wodników rusałek aż pewnego wieczoru znalazłem czego szukałem żonę pochmurnooką małego słodkiego kobolda Gdy pada z deszczem zmrok gdy męczy mnie nuda i trwoga gdy strach pospołu z psalmistą tak spajam jak ciemne wino splatam za wierszem wiersz jak wianek z rozmarynu na głowę słodkiego kobolda na głowę małego boga Kűferlin BAJKA Kiedy chłód fioletowy odął usta chimerom strzegącym schodów promiennych co prowadziły do wnijścia olbrzymiogłowy Kűferlin uniósł żonę jak berło i do łożnicy ją zaniósł i złożył na miękkich liściach Więc muzykanci poczęli stroić narzędzia kruche aby im było słodziej i ciszej i bardziej miękko lecz nie znaleźli poklasku i skinął Kűferlin ręką i grać rozkazał piorunom dębom grzmieć gwizdać wichurom Zwęziły się oczy żony od tego huku od trwogi płakać poczęła cicho bardzo cicho jak strumień; tłumaczyła mu że jest mała że boi się że nie rozumie Na próżno: śmiał się Kűferlin i spalał ją wolno jak ogień A potem już było cicho Powietrze pachniało morwą i po ramionach żony pot spływał jak srebrny ocean Więc kiedy się uśmiechnęła westchnęła i usnęła przez okno w powale wpadł księżyc i Kűferlina porwał Oto mnie w ręce porywa astrologiczny księżyc ! wrzasnąć zdążył Kűferlin a już rozkręcone włosy ciągną mu głowę do góry za głową brzuch i w niebiosy tak ulatują we dwójkę a żona śpi i nic nie wie O świecie płakał Kűferlin Śmiała się żona i z konwi lała złocistą wodę w dziecinne usta kwiatów Głupcze mówiła do męża on by naprawdę cię porwał gdybym za ucho cię mocno nie uchwyciła zębami Małe kina Najlepsze te małe kina w rozterce i w udręce z krzesłami wyściełanymi pluszem czerwonym jak serce Na dworze jeszcze widno a już się lampa kołysze i cienie meandrem biegną nad zwiastującym afiszem Chłopcy się drą wniebogłosy w promieniach sztucznego światła sprzedają papierosy irysy i sznurowadła O już się wieczór zaczyna Księżyc wyciąga ręce Najlepsze te małe kina w rozterce i w udręce Kasjerka ma loki spadziste króluje w budce złocistej więc bierzesz bilet i wchodzisz w ciemność gdzie śpiewa film szeleszczą gaje kinowe nareszcie inne palmowe a po chodniku bezkresnym snuje się srebrny dym Jakże tu miło się wtulić deszcz zawieruchę przeczekać i nic nic nie mówić i trwać i nie uciekać Srebrzysta struga płynie przez umęczone serce Drzemiesz w tym małym kinie jak list miłosny w kopercie: Ty moje śliczności ! Znów się do łóżka sam kładę Na jakimż spotkam cię moście Twój Pluszowy niedźwiadek Wychodzisz zatumaniony Zasnuty zakiniony Przez wietrzne peryferie Wędrujesz i myślisz że najlepsze te małe kina gdzie wszystko się zapomina; że to gospoda ubogich którym dzień spłynął źle Dedykacja: Autorowi Opowieści morskich Stanisławowi Marii Salińskiemu Przed zapaleniem choinki POWRÓT A podobno jest gdzieś ulica lecz jak tam dojść którędy ulica zdradzonego dzieciństwa ulica Wielkiej Kolędy Na ulicy tej taki znajomy w kurzu z węgla nie w rajskim ogrodzie stoi dom jak inne domy dom w którym żeś się urodził Ten sam stróż stoi przy bramie Przed bramą ten sam kamień Pyta stróż: Gdzieś pan był tyle lat Wędrowałem przez głupi świat Więc na górę szybko po schodach Wchodzisz Matka wciąż taka młoda Przy niej ojciec z czarnymi wąsami I dziadkowie Wszyscy ci sami I brat co miał okarynę Potem umarł na szkarlatynę Właśnie ojciec kiwa na matkę że już wzeszła Gwiazda na niebie że czas się dzielić opłatkiem więc wszyscy podchodzą do siebie i serca drżą uroczyście jak na drzewie przy liściach liście Jest cicho Choinka płonie Na szczycie cherubin fruwa Na oknach pelargonie blask świeczek złotem zasnuwa a z kąta z ust brata płynie kolęda na okarynie: LULAJŻE JEZUNIU MOJA PEREŁKO LULAJŻE JEZUNIU ME PIEŚCIDEŁKO Bajka o sześciu tłumaczkach Sześć tłumaczek w ramach nieuzgodnienia tłumaczyło tę samą powieść w oparach natchnienia: pierwszej wyszedł poemat oktawą drugiej coś ze sportu: Kiszka brawo ! trzecia przywiozła powieść historyczną pt Zamierzchłe czasy czwarta rewelację w trzech tomach nieomal klasyk piąta reportaż Tam gdzie był dół szósta O hodowli pszczół Pytanie: Skąd ta historia dzika Odpowiedź: Żadna nie znała języka Morał czyli pouczenia: Więc po co sięgać do oryginału Zamiast jednego Sześć dzieł powstało Satyra na bożą krówkę Po cholerę toto żyje Trudno powiedzieć czy ma szyję a bez szyi komu się przyda Pachnie toto jak dno beczki jakieś nóżki jakieś kropeczki ohyda Człowiek zajęty niesłychanie a toto proszę lezie po ścianie i rozprasza uwagę człowieka; bo człowiek chciałby się skoncentrować a ot bożą krówkę obserwować musi a czas ucieka A secundo szanowne panie jakim prawem w zimie na ścianie Co innego latem gdy kwitnie ogórek Bo latem to co innego: każdy owad może tentego i w ogóle Więc upraszam entomologów czyli badaczów owadzich nogów by się na tę sprawę rzucili z szałem I właśnie dlatego w Szczecinie gdzie mi czas pracowicie płynie satyrę na bożą krówkę napisałem Szczecin Świetlica Artystyczna dnia O wróbelku Wróbelek jest mała ptaszyna wróbelek istotka niewielka on brzydką stonogę pochłania lecz nikt nie popiera wróbelka Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta że wróbelek jest druh nasz szczery Kochajcie wróbelka dziewczęta kochajcie do jasnej cholery ! Wierszyk o wronach W powietrzu roziskrzonym siedzą na drzewie wrony trzyma je gałąź gruba; śnieg właśnie zaczął padać wronom się nie chce latać śnieżek wrony zasnuwa Tuż pole z krętą rzeczką w dali widać miasteczko uprzemysłowione a wrony jak to wrony patrzą okiem szalonym wrona na wronę Gdyby je zmienić w nuty dźwięczałyby dopóty dopóki strun choć czworo a tak na wronią chwałę siedzą czarne zdrętwiałe im saecula saeculorum Nocne niebo już kwitnie wszystko świeci błękitnie: noc wiatr wronie ogony; zaśnij strumieniu wąski dobrej nocy gałązki dobranoc wrony W leśniczówce Tu gdzie się gwiazdy zbiegły w taką kapelę dużą domek z czerwonej cegły rumieni się na wzgórzu: to leśniczówka Pranie nasze jesienne mieszkanie Chmiel na rogach jelenich usechł już i się sypie; w szybach tyle jesieni w jesieni tyle skrzypiec a w skrzypcach byle tknięte lament gada za lamentem Za oknem las i pole las rozmowa sosnowa; minął dzień i na stole stoi lampa naftowa gadatliwa promienna jak ze stołu Szopena W nocy tu tyle nuceń i śpiewań aż do rana Księżyc w srebrnej peruce Gra jak Bach na organach I płynie koncert wielki Przez dęby i przez świerki to leśniczówka Pranie: nocne koncertowanie Chodzi wiatr nad jeziorem trąca dęby i graby; i znów wieczór wieczorem znów zaświecamy lampy; o leśniczówko Pranie: lamp lśnienie migotanie księżyc na każdej ścianie nocne muzykowanie Sunie dorożka nocy w skos dziecinnym rysunkiem; dorożkarz zamknął oczy konik stąpa z frasunkiem cień od ściany do ściany: wehikuł posrebrzany; o leśniczówko Pranie nocne muzykowanie Gwiazdy jak śnieg się sypią do leśniczówki wchodzą każdą okienną szybą każdą wrześniową nocą w twoim małym lusterku noc świeci gwiazdą wielką Kronika olsztyńska I wieczne lato świeci w moim państwie Sen nocy letniej Gdy trzcina zaczyna płowieć a żołądź większy w dąbrowie znak że lata złote nogi już szykują się do drogi Lat jakże cię ubłagać prośbą jaką łkaniem jakim Tak ci pilno pójść i zabrać W walizce zieleń i ptaki Ptaków tyle Zieleni tyle Lato zaczekaj chwilę Dobrze jest nad jeziorem nawet porą deszczową Leśniczy wieczorem lampę zapala naftową po chwili we wszystkich pokojach naftowe lampy płoną a cienie od rogów jelenich rozrastają się w nieskończoność Psy szczekają Trąbki północy bliskie A chmury pędzą po niebie jak wielkie psy myśliwskie Zasypiamy przytuleni do siebie jak dzieci Noc się wypogodziła Księżyc mruczy i świeci Pszczoły śpią Tylko woda chlupie o brzeg bez przerwy A nam się śnią polowania paprocie jelenie i strzelby Rano słońce rano pogoda idziemy do kąpieli Sama radość Sama uroda Jak tu się nie weselić Z sosny słychać dzięcioła stuk A tutaj ryby bryzg ! spod nóg Ech bracia wpław I płynąć pływać aż tam gdzie z drugiej strony wiatr roześmiany wiatr przygrywa na sitowia strunach zielonych A w tych borach olsztyńskich dobrze z psami wędrować A w tych jarach olsztyńskich sośnina i dąbrowa Tęcza mosty rozstawia Jak Wenus pachnie szałwia Ptak siada na ramieniu Komar płacze w promieniu W dzień niebo się zaśmiewa a nocą się zagwieżdża gwiazdy w gniazda spadają Żal będzie stąd odjeżdżać V Wszystkie szmery wszystkie traw kołysania wszystkie ptaków i cieniów ptasich przelatywania wszystkie trzcin wszystkie sitowia rozmowy wszystkie drżenia liści topolowych wszystkie blaski na wodzie i obłokach wszystkie kwiaty wszystek pył na drogach wszystkie pszczoły wszystkie krople rosy to mi jeszcze przyjacielu nie dosyć chciałbym więcej ptaków drzew z ptakami więcej blasków gwiazd obłoków trzcin kaczek na wodzie i uchwycić to wszystko rękami ucałować to wszystko ustami i tak zajść jak słońce zachodzi Ze wszystkich kobiet świata Najpiękniejsza jest noc Ona idzie ona płynie ona sunie pod niebios ogromną bramą; a wszystko jest piękne u niej a pachnie od niej wanilia i cynamon Z gór w doliny schodzi coraz głębiej a oczy ma piękne jak jastrzębie a nogi ma proste jak sosny Nadaremno się dziwisz i pytasz nie ma końca gwiaździsty korytarz nie ma kresu dla nocy miłosnej Kiedym przez las sosnowy szedł pojąłem że w nim jest coś z męskiej tragedii A kiedym w las liściasty wszedł to jakbym słyszał śmiech i flet jakbym wstąpił do pokoju kobiety Jeszcze tyle byłoby do pisania nie wystarczą tu żadne słowa: o wiewiórkach o bocianach o łąkach sfałdowanych jak suknia balowa o białych motylach jak listy latające o zieleniach śmiesznych pod świerkami o tych sztukach które robi słońce gdy się zacznie bawić kolorami; i gdy człowiek wejdzie w las to nie wie czy ma lat pięćdziesiąt czy dziewięć patrzy w las jak w śmieszny rysunek i przeciera oślepłe oczy dzwonek leśny poznaje ćmę płoszy i na serce kładzie mech jak opatrunek XV Psy nad jeziorem szczekają może wydrę pochwycą Piszę wiersze na piasku pióro maczając w księżycu Leśniczówka Pranie 1950 Bufalo bill Czyli Najnowsze egipsko chaldejskie Przedwojenne Nadzwyczajne krakowskie abecadło Komu komu bo idę do domu A ANIOŁ jest to człowiek boży ADAM Ewę wciąż batoży B BUBA Bąba mieszka w Mszanie BURDEL znaczy zamieszanie C CYGARA nie wsadzaj w placki CYCKI to nazwisko na cki D DRAŃ był straszny z Szatobrianda DOBRACZYŃSKI wuj Rembrandta E EROTOMAN szczypie wilgi ERYK to Lipiński Szpilki F FRANCUZ jada nawet muchę FAKIR ziemię orze uchem G GRECO malarz zawsze młody GÓWNO to mrożone lody H HAMMURABI stworzył kodeks HONOR po łacinie podex I IRRAVADI wąchał eter ILOCZAS gubi poetę J JAN Sobieski wynalazł balon JAJKO powiesz i w śmiech salon K KONSTANTY vide Ildefons KAMYCZEK Jan grywa w refons L LAMBDA grecka to litera LYRA przyrząd Sandauera Ł ŁADOSZ to nazwisko Henia ŁOKNO dziura do patrzenia M MORWA drzewo a nie mątwa MORWA TWOJA MAĆ to klątwa N NERON śmiał się ha-ha-ha-ha NIE czytaj Wilhelma Macha O O jak ciężko na świecie żyć ORNITOLOG ptaszki widzi P PUPA konfederat barski FORTEPIAN to błąd drukarski R RĄBANKA przydział na lato RYBY opisuje Čsato S SŁOWACKI uwielbiał orły SIUSIA w spodnie znak niedobry T TWEED to znana szkocka rzeka TRUMNY nie wkładaj do mleka U UNIECHOWSKI znany cwaniak UCHO otwór do dłubania V VOGÓLE mętny przysłówek VOLTAIRE Francuz i półgłówek W WALDORFF łysy anioł w niebie WOLĘ Waldorffa niż siebie X XAWERY Pruszyński owszem XENOFONT odkrył Mazowsze Y YES to znaczy tak w Londynie YONASZ pływał po głębinie Z ZWINGLIUSZ zniósł celibat w Rusi ZUPA dobra kiedy kusi Koniec Bufalo-bill czyli Najnowszego egipsko chaldejskiego przedwojennego nadzwyczajnego abecadła Pani Hermenegildzie KOCIUBIŃSKIEJ zamiast wiązanki na grób pieska O mej poezji Moja poezja to jest nic księżycowa wielkie uspokojenie; kiedy poziomki słodsze są w parowach i słodsze cienie Gdy nie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn gdy się uśpiło wszystko i świerszczyk w szparze cegły trzeszczy że bardzo miło Moja poezja to są proste dziwy to kraj gdzie w lecie stary kot usnął pod lufcikiem krzywym na parapecie Ars poetica czyli Sztuka rymotwórcza LIST DO KRAWCA TEOFILA VI Publiczność zasię jest tym drogowskazem czego nie mogą pojąć różni durnie Jeżeli błazeństw pragnie bądź jak błazen jeśli koturnów stańże na koturnie I na to nie ma rady moje panie: Toć i szyjemy i piszemy dla niej A więc poeta winien mieć przy lustrze żurnal z którego widać co się święci: Czy dłuższe wiersze idą czy też krótsze na co ma naród chęć bądź nie ma chęci bo jak powiedział filozof Parokki: W modzie wyrażą się obłęd epoki XI Teraz a propos forsa Teofilu za którą człowiek publiczność wypasa: Już w starożytnym królestwie Bab Ilu badano problematykę inkasa i ci poeci co byli kapłani bez forsy jak wiadomo ani ani Cóż praca z płacą jedną idzie drogą wie to jednako wieszcze krawiec czy anioł Wyborny majster zawsze bierze drogo i tylko lichy partacz robi tanio a lichy partacz jest rynku zakałą co się już nieraz w życiu okazało XVI Więc kiedy wiersz napiszesz w teczkę włóż go kawy się napij ale nie mów o nim żadnych wysiłków rączką ani nóżką Czekaj Wydawca sam w końcu zadzwoni I powie: Mistrzu proszę przyjdź pan do mnie Wtedy idź ale pamiętaj by skromnie I tutaj tak rozegra się scena grana czasami forte i namiętnie Wydawca płacze Ty z miną Szopena Cyferkę swą powtarzasz konsekwentnie że ani grosza taniej Na wiersz łassy wydawca da ci w końcu czek do Kassy Jak Merkuriusza ołtarz który śni się taką jest Kassa Rączki lekko drżą ci Serduszko bije Punkcik przy podpisie stawiasz a potem idziesz w ciemny kącik i w tym kąciczku jak dziecię natchnione stajesz i ufnie przeliczasz Mammonę Zgadza się Cudnie Błędu ani troszki Kasjerce wdzięczność wyrażasz na migi A potem twoje są wszystkie dorożki I wszystkie kwiaty Wszystkie makagigi O kiedy wiersze staną się monetą cóż to za rozkosz być wtedy poetą Dlaczego ogórek nie śpiewa Z NIEDOKOŃCZONEJ CAŁOŚCI PT MIŁOSIERDZIE Pytanie to w tytule postawione tak śmiało choćby z największym bólem rozwiązać by należało Jeśli ogórek nie śpiewa i to o żadnej porze to widać z woli nieba prawdopodobnie nie może Lecz jeśli pragnie gorąco ! Jak dotąd nikt Jak skowronek Jeśli z słoju nocą Łzy przelewa zielone Mijają lata zimy raz słoneczko raz chmurka; a my obojętnie przechodzimy koło niejednego ogórka Liryka liryka tkliwa dynamika: Sam nie rozumiem skąd to mi się bierze że jestem mitologiczne zwierzę ni to świnio byk no to koto pies w ogóle z innych stron: liryka liryka tkliwa dynamika angelologia i dal Idę powiedzmy wieczorem z Arturem i nagle: księżyc wschodzi nad murem Artur ostrzega bo dobry kolega: Nie patrz A ja jak bóbr: liryka liryka tkliwa dynamika angelologia i dal W takim Przekroju po prostu się boją bo jak na przykład wejdę do pokoju i się zamyślę powiedzmy o Wiśle to zaraz łzy jak groch: liryka liryka tkliwa dynamika angelologia i dal Wy się nie dziwcie śliczni panowie sześć lat po świecie tułał się człowiek i nagle: Polska i harfa eolska po prostu cud jak z nut: liryka liryka tkliwa dynamika angelologia i dal Będziecie śmiać się lecz daję słowo: ja czytam nawet Gazetę Ludową i Pokolenie i wiersze w Kamenie i czytam i szlocham och ! liryka liryka tkliwa dynamika angelologia i dal Niech mnie zarąbią niech honoraria wyda na wieńce Artur Marya Ja jestem Polak a Polak jest wariat a wariat to lepszy gość: liryka liryka tkliwa dynamika angelologia i dal A po pogrzebie pod korniszon niech epitaphium mi napiszą: TU LEŻY MAGIK I MAŁPISZON: Pod spodem taki tekst: liryka liryka tkliwa dynamika angelologia i dal Noctes Aninenses NOCNY TESTAMENT Ja Konstanty syn Konstantego zwany w Hiszpanii mistrzem Ildefonsem będąc niespełna rozumu piszę testament przy świecach Ćmy się zaznaczam kręcą przy lichtarzach i drżą i ręka mi drży a więc majstrowi co lichtarze stwarzał zapisuję czerwcowe ćmy Jeśli kiedy go rozwlecze chandra w wieczór będzie wśród tych ulic stąpał ćmy się zaczną kręcić po werandach gasnąć kule niebieskie na klombach ćmy zobaczy twarze w złotym dymie i przystanie I wspomni me imię A poetom żyjącym i przyszłym zapisuję mój kaflowy piec w nim spalone myśli i pomysły czyli różne gry niewarte świec nadto księżyc pełny mój kałamarz co mi sprzedał go wędrowny kramarz Jeśli tedy kiedyś w latach innych jak ja dzisiaj nocą wzniosą głos i rozłożą swoje pergaminy wzdychać zaczną jak uwiecznić noc to ja będę w kuszeniach chmur w pergaminach i skrzypieniach piór bom ja nocą zaszumiał i odszumiał i do dna jej partytury zrozumiał Córce mojej Kirze tancerce zapisuję niebiosa siódme cherubinów modlących się z tercyn szum wysoki i światła ułudne i przyrodę jak skrzynię sekretów niechaj z niej się uczy swoich baletów Teofilowi gdy się w mieście zmierzchnie daję całą uliczkę do szeptów oraz pewną bramę na Lesznie gdzie był kłuty w żelazie Neptun ale uciekł bo miał wstręt do miasta Teraz w niebie jest spokojna gwiazda Wszystkim dobrym cały czar co wezbrał na tej ziemi daję jak alfabet: pory roku ze złota i srebra i dzięcioły i te muszki nawet wieczorami wielkim rojem przy akacjach w głębi zorza z której się nie wraca Wierszom moim fosforyczne furie blaskiem w wertep ciemny i zły a mojej Smagłej mojej Smukłej mojej Pochmurnej łzy 1939 Przechodniu zapnij guzik ! czyli Pytania i odpowiedzi Adam Praojciec Natanson Wojciech Zupa Pomidorowa Demokracja Ludowa Gojawiczyńska Pola Kopernik Polak Przystanek Tramwajowy Materializm Dziejowy Nie damy Odry Nysy Juliusz Cezar Łysy Twierdzenie Pitagorasa Od Sasa Do lasa Pchła szachrajka Brzechwy Tygodnik Powszechny Kisiel Patrz: Potrawy Odbudowa Warszawy Termometr Reamura Oświata I kultura Przechodniu Stój Mąż tej pani Myśliciel Dostojewski Idiota Nad i kropka U Kotta Ilustracja Dorego Pan nie lubi Dlaczego Cudowna Polska mowa Bomba Atomowa Niemcy Pobici Rozbiory Jezuici Piąte koło U woza Żukrowski Świetna proza Swinarski Artur Marya Ja Wariat Idzie żołnierz Borem lasem Stary Fredro Precz z kutasem Hemar W czamarze Szkoda słów O Hemarze Reforma Rolna Jan Z Kolna Jajko Kolumba Flukowski Tarabumba Ładosz Znakomicie Szumią jodły Na szczycie Ziemie Odzyskane Szopen Z fortepianem Gęś Zielona Grupa Laokoona Forsę Przepili Muzyczka Tirli tirli Samozwaniec Magdalena Kwiatkowska Irena Na plamy Terpentyna Żelazna Kurtyna W co biją W tarabany Jaki ojciec Zapłakany Kiedy umarł O trzeciej Ratujmy Dzieci Na cholerę Mickiewicz A Wyspiański Patrz: Minkiewicz Małe wiśnie Wisienki Zakazane Piosenki Szaflarska Wesoła Kwadratura Koła Mikołajczyk 1946 Wielkanoc gastropaty Jajek nie można szynki nie można takoż nie można szaszłyka z rożna Indyk katafalk kura agonia piwo gaffa morderstwo koniak Mięso cielęce ani pół deka chrzanik noc w męce chyba od lekarstw Sosy satyra kabul testament zupy cholera zamęt i lament Kawa dyspepsja wizje niedobre rum epilepsja cygaro obłęd Ani fistaszków ani pistacji wszystko prowadzi do prostracji Torciki zgaga mazurki zgaga mazurek szkodzi tort nie pomaga Pytam lekarza: Co A na to lekarz: Gdybyś był bladszy Niech pan spokojnie w niebo popatrzy Strasna zaba WIERSZ DLA SEPLENIĄCYCH Pewna pani na Marsałkowskiej kupowała synkę z groskiem w towazystwie swego męza ponurego draba; wychodzą ze sklepu pani w sloch w ksyk i w lament: Męzu och och ! popats popats jaka strasna zaba ! Mąz był wyzsy uzędnik psetarł mgłę w okulaze i mówi: Zecywiście coś skace po trotuaze ! cy to zaba cy tez nie w kazdym razie ja tym zainteresuję się; zaraz zadzwonię do Cesława a Cesław niech zadzwoni do Symona nie wypada żeby Warsawa była na takie coś narazona Dzwonili dzwonili i po tsech latach wrescie schwytano zabę koło Nowego Świata; a żeby sprawa zaby nie odesła w mglistość uządzono historycną urocystość; ustawiono trybuny spędzono tłumy Stselców i Federastów słowem całe miasto Potem na trybunę wesła Wysoka figura i kiedy odgzmiały wsystkie hurra Wysoka figura zece tak: Wspólnym wysiłkiem ządu i spoleceństwa pozbyliśmy się zabiego bezeceństwa panowie do góry głowy i syje ! A spoleceństwo: Zecywiście dobze ze tę zabę złapaliście wsyscy pseto zawołajmy: Niech zyje! Zima z wypisów szkolnych Któż to tak śnieżkiem prószy z niebiosów Dyć oczywiście pan wojewoda; módl się dziecino z całą krainą niech Bóg mu siły doda; śnieżku naprószył Śnieżek poruszył dobry pan wojewoda A któż na szybach maluje kwiaty czy mróz czy mróz dziecino Nie to rączuchną dla ciebie żabuchno starosta ze starościną; srebrzyste prążki listki gałązki dla ciebie dziwna dziecino A któż te śliczne zawiesił sople za oknem u okapu Czy może także mróz niedobry swą fantastyczną łapą Nie moje złoto to referenci podkierownicy nadasystenci nocą nie spali hurra ! wołali sople poprzyklejali Hej tam w Warszawie jest pan minister siwy i taki miły przez okno rzuca spojrzenia bystre bo chce by dla ciebie były zimą sopelki śniegi i lody: wszystkie zimowe wygody Jeżeli tedy sanki usłyszysz i dzwonki ich tajemnicze wiedz: to minister w skupionej ciszy nacisnął taki guziczek że sanki dzwonią i gwiazdki lśnią nad miastem i nad wsią Skumbrie w tomacie Raz do gazety Słowo niebieskie (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) przyszedł maluśki staruszek z pieskiem (skumbrie w tomacie pstrąg) Kto pan jest mów pan choć pod sekretem! (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) Ja jestem król Władysław Łokietek (skumbrie w tomacie pstrąg) Siedziałem mówi długo w tej grocie (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) dłużej nie mogę skumbrie w tomacie ! (skumbrie w tomacie pstrąg) Zaraza rośnie świątek i piątek (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) Idę na Polskę robić porządek (skumbrie w tomacie pstrąg) Na to naczelny kichnął redaktor (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) i po namyśle powiada: Jak to (skumbrie w tomacie pstrąg) Chce pan naprawić błędy systemu (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) Był tu już taki dziesięć lat temu (skumbrie w tomacie pstrąg) Także szlachetny Strzelał Nie wyszło (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) Krew się polała a potem wyschło (skumbrie w tomacie pstrąg) Ach co pan mówi jęknął Łokietek; (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) łzami w redakcji zalał serwetę (skumbrie w tomacie pstrąg) Znaczy się muszę wracać do groty (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) czyli że pocierp mój Władku złoty ! (skumbrie w tomacie pstrąg) Skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie! (skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) Chcieliście Polski no to ją macie ! (skumbrie w tomacie pstrąg) 1936 Ulica szarlatanów Szarlatanów nikt nie kocha Zawsze sami Dla nich gwiazdy świecą w górze i na dole W tajnych szynkach piją dziwne alkohole I wieczory przerażają bluźnierstwami Wymyślili swe tablice szmaragdowe Krwią dziewicy wypisali charaktery Strachy w liczbach: 18 3 i 4 Przeklinamy Jezu Chrysta i Jehowę Szarlatani piszą księgi o papieżach Zawsze w nocy mówią źle o Watykanie Zawsze w nocy słychać szklane szklane łaknie: płaczą gwiazdy zaplątane w szkła na wieżach Kiedy miesiąc umęczony wschodzi na nów alkohole z przerażenie drżą słodyczą Nie pomogą alkohole: W nocy krzyczą łzy fałszywe szmaragdowych szarlatanów Bardzo cicho i boleśnie jest nad ranem Dzwonią dzwony świt pochyla się w pokorze Odpuść grzechy szarlatanom Panie Boże wszak Ty jesteś takim samym szarlatanem Muzie nóżki całuję Kogutek nie uleczy Przyjaciel nie pocieszy Nie ma przyjaciół Rannyś Ten świat jest borem rąbałeś bór toporem toś się i zaciął Leżysz Wokół mchy ciche Igrają gwiazdy dziwne Z gałęźmi Kogutek nie uleczy Przyjaciel nie pocieszy Uwierz mi Co pomoże A ja wiem: tu pomoże stary sen stara bajda Jeśliś jak garnek pęknął ona cię sklei jeśliś nadzieję utracił wpłyniesz na morze nadziei na wszystkich żaglach Nastawienia społeczne Dla karzełków Recenzje niedorzeczne Dla zgiełku Poeto pluń gdzie komuna sanacja i endecja Tylko ona cię zbawi przeklęta i jedyna i na gwiazdy wyprawi rytm święty mowa inna poezja K O N I E C święty mowa inna poezja K O N I E C