|
|
|
O nauce i nieszczęściach
felieton profesora Łukasza Turskiego
Chciałbym, żebyśmy przez chwileczkę pomyśleli. Mianowicie od wielu tygodni wszyscy jesteśmy epatowani przez prasę, radio i telewizję informacjami dotyczącymi tzw. epidemii SARS. Otóż żeby się przyjrzeć tej całej smutnej skądinąd sprawie w pewnej perspektywie, sięgnąłem, jak to się mówi, do źródeł. Dokładnie 151 lat temu angielski amator-naukowiec i lekarz John Snow z Londynu postawił hipotezę, że cholera, która wtedy była bardzo ciężką i dewastującą społecznie chorobą, jest chorobą, która się przenosi poprzez wodę, poprzez dostęp do brudnej wody. Było to uważane za głęboki nietakt ze strony dżentelmena, żeby mówić o takich sprawach. Ale kiedy w rok potem w Londynie wybuchła ciężka epidemia cholery, ludzie zarządzający parafią św. Jakuba, w której znajdowało się Soho, w końcu uwierzyli Snowowi i została wyłączona znajdująca się na ulicy Broad Street (ta ulica istnieje do dzisiejszego dnia w Soho) publiczna pompa wodna, będąca wtedy głównym źródłem wody dla ludzi, zamieszkujących obszar objęty epidemią cholery. W przeciągu dwóch tygodni epidemia została opanowana. Snow i jego badania naukowe okazały się prawdziwe.
W tym samym roku koło Konstantynopola płynęła razem ze swoimi 38 koleżankami-pielęgniarkami Florence Nightingale, ażeby zająć się ofiarami wojny krymskiej. Otóż od tego czasu, od początków działalności Florence Nightingale uważa się, że zrodziła się idea publicznej ochrony zdrowia, wykraczającej poza granice poszczególnych krajów.
Co to ma wspólnego z SARS? To, że SARS jest chorobą brudu. Gdzieś tam w Chinach w potwornym brudzie, w fermach zwierzęcych hodujących potworne ilości zwierząt nastąpiło wydarzenie (pewnie normalne w takiej sytuacji) zmiany wirusa, który stał się z wirusa zwierzęcego wirusem atakującym także ludzi. Jednocześnie wszędzie tam, gdzie był brud, nawet w tej dzielnicy Hongkongu, w której z oszczędności zrobiono tandetne urządzenia kanalizacyjnej w wieżowcach, SARS stał się chorobą, stał się zjawiskiem, które wszystkich nas w tej chwili denerwuje. Ale jednocześnie kraj, który nie zasłużył sobie, który został zakażony przez Chiny SARS-em, tzn. Tajwan, jest przez międzynarodową społeczność, przez Światową Organizację Zdrowia traktowany po macoszemu, dlatego że Tajwan nie należy do Światowej Zdrowia, a sprawca całego kłopotu z SARS - Chiny - uniemożliwiają Światowej Organizacji Zdrowia pomoc dla Tajwanu w zwalczaniu tej epidemii.
Florence Nightingale 150 lat temu pojechała do Konstantynopola, chcąc pokazać, że chorzy i ranni nie mają przynależności państwowej i wymagają opieki niezależnie od tego, czy żyją w systemie kapitalistycznym, czy w tym systemie, który panuje w Chinach - czyli już zupełnej wynaturzonej karykatury kapitalizmu zlanej z komunistycznym bełkotem - że nie mają żadnej opieki, że potrzeba im opieki. Jednocześnie 150 lat temu Snow pokazał, że tylko nauka potrafi uporać się i dać nam narzędzie do sprostania kolejnym wydarzeniom i nieszczęściom cywilizacyjnym, które na nas czekają. Myślę, że warto o tym pomyśleć i zastanowić się w tej chwili nad tym, kiedy widać, co robi Światowa Organizacja Zdrowia. Jakoś nie widzę na ulicach demonstracji pacyfistów, którzy protestowaliby przeciwko zbrodniczej działalności Chin, uniemożliwiającej Światowej Organizacji Zdrowia pomoc dla Tajwanu, ale z drugiej strony żebyśmy się zastanowili nad tym, co się będzie działo, jeśli zaprzestaniemy badań naukowych, a w tym celu idziemy - przynajmniej w Polsce - szybkimi krokami. I każdy z Państwa może się o tym przekonać, zaglądając na stronę internetową Ministerstwa Finansów i czytając o kolejnych pomysłach pana premiera Kołodki.
powrót
|
|